Witam,

Często pokonuję do pracy i z pracy ścieżkę rowerową wzdłuż ulicy Armii Krajowej i Powstańców Warszawy, po drodze mijam kilka skrzyżowań z sygnalizacją świetlną na których działa sygnalizacja wzbudzana. Problem w tym, że ona ma sens tylko jeśli dotyczy przejść bez krzyżówki. Bo efekt jest taki, dojeżdżam do krzyżówki, widzę zielone dla samochodów jadących w kierunku jak ja ale ja na ścieżce mam czerwone (bo nikt odpowiednio wcześniej nie nacisnął przycisku). Czasem ta sekwencja trwa bardzo długo, zdążyłbym 20x przejechać tam i z powrotem ale jak włączy się zielone światło dla aut jadących w danym kierunku to równoległy ciąg pieszo-rowerowy musi czekać całą sekwencję świateł. Mało tego – przycisk wzbudzający musimy nacisnąć ze sporym wyprzedzeniem zanim zielone dla aut jadących w naszym kierunku się pojawi aby i nam zapaliło się zielone. Efekt jest taki, że czasem więcej czasu stoję na tych przejściach (auta jadące w moim kierunku sobie jadą bo one mają zielone) niż jadę – to ogromny minus rozwiązania. A korzyści? Raczej żadne, auta skręcające w prawo z owego ciągu jadącego wzdłuż np. Armii Krajowej i tak zwalniają niemal się zatrzymując by sprawdzić czy mogą jechać –  bo kierowcy są przyzwyczajeni do pierwszeństwa ciągu pieszo-rowerowego przecinającego taki kierunek jazdy a oduczanie ich tego nawyku może okazać się dramatyczne, jakiegokolwiek zatoru na owych prawoskrętach jeszcze tam nie widziałem. Zatem rozwiązanie kierowcom aut nie pomaga w niczym a pieszych i rowerzystów tylko irytuje zmuszając do bezsensownego oczekiwania.

Pozdrawiam,

Tomek